jednej " rodzinki",która zamieszkuje mój ogród. Pewnego dnia zauważyłam , że na naszym tarasie na pergoli ( po której pnie się dzikie wino) "matka "kosowa postanowiła uwić swoje gniazdo. Wybrała dość dziwne miejsce, bo to jest wyjście z domu i tam ciągle się pojawiamy, ale jak widać nie przeszkadzało to jej. Nazwałam ją "matka' kosowa, ponieważ miały niedługo pojawić się w tym gniazdku jej małe pisklęta. Spokojnie siedziała w gnieździe ,a my staraliśmy się jej nie przeszkadzać. Po niedługim czasie pojawiły się małe dzióbki, które wiecznie były głodne, a kosy najpierw nieufnie przynosiły im pożywienie, a po paru dniach spokojnie my piliśmy herbatę na tarasie , a kosy karmiły swoje pisklęta.Dziś pisklęta wylatywały z gniazda i nie całej trójce od razu to się udało,ale powolutku ( przy nawoływaniach) ostatnie maleństwo trochę niezdarnie,ale odleciało do czekającej w pobliskich krzakach rodzinki.Najmniej zadowolona z postępów maluchów jest nasza Lula, ponieważ prowadzimy ją na smyczy,żeby nie goniła małych kosów, niech nauczą się fruwać pod okiem swoich rodziców.
.
Ostatnio nie tylko obserwowałam rodzinkę kosów ,ale haftowałam obrazek.Dziś pokażę mój obrazek jeszcze przed nadaniem mu "ostatecznego "wyglądu tj.przed zastosowaniem ściegu liniowego backstitch.
W następnym poście pokażę jak zmieni się ten obrazek .
Pozdrawiam sierpniowo wszystkich zaglądających do mnie .
.
Ostatnio nie tylko obserwowałam rodzinkę kosów ,ale haftowałam obrazek.Dziś pokażę mój obrazek jeszcze przed nadaniem mu "ostatecznego "wyglądu tj.przed zastosowaniem ściegu liniowego backstitch.
W następnym poście pokażę jak zmieni się ten obrazek .
Pozdrawiam sierpniowo wszystkich zaglądających do mnie .
