środa, 9 października 2013

Nietypowa pamiątka.

W tym roku w Kazimierzu łapałam nie tylko kolory, ale troszkę xxkowałam i łapałam wełniane oczka. Moja córka miała życzenie bym zrobiła jej ciepły zimowy komin .Nie mogła się zdecydować, na żadną  włóczkę ,która jest w domowych zasobach- nic nie pasowało. W Kazimierzu znalazła taką włóczkę, ona wróciła do domu z moim M, a włóczka została ze mną. I tu okazało się , że jest kłopot, bo zabrałam ze sobą druty, których nie mogłam zastosować, bo potrzebowałam grubsze druty. Włóczka była , ale  czym zrobić komin? Trzeba było trochę pomyśleć, bo w sklepie pasmanteryjnym nie było.
Zobaczyłam w sprzedaży łuki i do nich strzały, oczywiście łuki po co , ale strzały przyciągnęły mój wzrok. Grubość dobra tylko to tępe zakończenie i nabyłam papier ścierny i przemieniłam te strzały na druty do robótek , myślę,że są oryginalne. Moja córka chwali się, że ma komin zrobiony na strzałach , myślę , że to fajnie brzmi no i to jest nietypowa pamiątka z Kazimierza.













Dalej łapałam kolory.....






a one odleciały....





12 komentarzy:

  1. Pomysłowa jesteś, pewnie zaimponowałaś córce. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak to mówią: potrzeba jest matką wynalazku :-) Pamiątka rzeczywiście nietypowa, ale jaka praktyczna. Zdjęcia w jesiennych klimatach urocze. Tylko ptaków żal... że odleciały.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię robić dla mojej rodzinki i przyjaciół nietypowe pamiątki lub szukam takich gdy wyjeżdżam .Żal ,że ptaki odleciały,ale to pięknie wygląda jak takim kluczem lecą...

      Usuń
  3. Cudne te jesienne kolory a pomysł na zrobienie drutów ze strzał jest rewelacyjny. Udowodniłaś, że w potrzebie można wykorzystać wszystko do zrealizowania swojego pomysłu, nawet zwykłe strzały z dziecinnego łuku. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam kominy,ten Twój śliczny.I jeszcze w jaki sposob wykonany,pozdrawiam;))

    OdpowiedzUsuń
  5. To się nazywa kreatywna kobieta :)
    Komin świetny :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Takim komin na zimę to extra rzecz :-)
    A u nas też ptaki odlatywały i odlatywały, bardzo duże ogromne stada...

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwielbiam Kazimierz. Szkoda, że odleciały, gdzie je namierzyłaś?
    Komin piękny, taki naturalny w barwach. Ja jednak nie mogę w nich chodzić, by mnie przewiało.
    Pozdrówki.

    OdpowiedzUsuń